Tym razem to w Mediolanie członkowie Krucjaty i Sekcji Rycerskiej Lepanto świętowali nadejście nowego roku, wybrawszy się na tydzień do siedziby włoskiego TFP. Z pewnością Mediolan to nie Rzym. Niestety tutaj wojna zrujnowała okolicę i w miejsce tradycyjnych budowli powstał krajobraz żywcem wzięty z Nowej Huty - blokowiska, brud i szarość. Ale to tylko na obrzeżach. W swoim sercu miasto zachowało wspaniałe budowle - w tym przepiękną katedrę, w której odbyła się nasza pierwsza msza święta.
Lecz na naszych wyjazdach nie ma miejsca na lenistwo. Jak tylko to było możliwe, udaliśmy się do Turynu, by tam nawiedzić ten jeden jedyny całun turyński, w którym złożone było do grobu ciało Naszego Pana. Choć widzieliśmy jedynie ochronną skrzynię, oczami wiary przyglądaliśmy się całunowi. Każdy miał okazję pomodlić się być może pierwszy i ostatni raz przed tak szczególną relikwią. Niestety, ta część kościoła, w której całun dawniej przebywał, nadal pozostaje zamknięta na skutek pożaru, który zagroził nawet całunowi i tylko determinacja pojedynczego strażaka uchowała tak ważną rzecz przed zniszczeniem. Będąc jeszcze w mieście, nawiedziliśmy Kościół ze szczątkami św. Jana Bosko, znanego apostoła młodzieży.
Osobnym rozdziałem w naszej wycieczce był wypad narciarski w Alpy. Tam, w przepięknej okolicy miasteczka Barzio, wyjechaliśmy kolejką ok. 2 kilometry w górę, by znaleźć się w świecie wyciągów i ostrych stoków, otoczonym zewsząd skalistymi szczytami. Jak przyznali uczestnicy, były to najlepsze narty w ich życiu. Cóż. Matka Boża może już teraz dawać dowody miłości swoim wojownikom, a co dopiero w niebie! A jeszcze następnego dnia mogliśmy zobaczyć wspaniałe miasto Bergamo, osadzone na kilku warstwach murów.
W nowy rok udaliśmy się do centrum Mediolanu, gdzie miał być pokaz sztucznych ogni, ale dynamiczny temperament Włochów sprawił, że miast pokazu trwało nieustające bombardowanie i przed i po północy. Zmęczeni tą atmosferą powróciliśmy do domu na lampkę dobrego szampana, a następnego dnia, zgodnie z miejscową tradycją, wzięliśmy udział w świątecznym obiedzie, którego główną gwiazdą był przepięknie przyrządzony łosoś.
Wypoczęci, wróciliśmy do ośnieżonej Polski gotowi do dalszych walk w obronie cywilizacji chrześcijańskiej, która przecież zna roztropny odpoczynek i obcy jest jej duch amerykańskiej aktywności dla aktywności.
Krzyżowiec