To nie dzisiejsze doświadczenia i ideologiczne przesłanki określają możliwość wojny w Europie, ale polityka, jaką znamy od stuleci. Z jej nieprzewidywalnością, namiętnościami zbiorowymi i decyzjami, których skutki przerastają sprawców.
W setkach przemówień polityków europejskich przewija się wciąż ten sam motyw: Europa jest kontynentem bez wojen. Wojna jako potencjalna część przyszłości została z Europy egzorcyzmowana raz na zawsze. Piewcy Europy jako swoistej szklarni ("kryształowego pałacu", jak chce Peter Sloterdijk), w której spełniły się marzenia ludzkości o wiecznym szczęściu, powołują się często na "postheroiczność", jako stały składnik europejskiej samoświadomości, a próby podnoszenia obaw co do trwałości tego modelu są nierzadko traktowane jako zamach na europejskie wartości i etykietowane jako rodzaj barbarzyństwa.
[…]
I ostatnia niepewność. W sytuacji braku zaufania na rynkach finansowych i przy narastających kłopotach wewnętrznych państw Europy Zachodniej wystarczy sama groźba kryzysu militarnego, by spowodować realne straty i przesunięcia znaczenia na mapie politycznej kontynentu. Wszystko jedno, czy groźba dotknie państwa bałtyckie, czy Ukrainę - paniczna ucieczka kapitału zagranicznego i mentalna "bałkanizacja" Europy Środkowo-Wschodniej będą nieuchronnymi następstwami kryzysu. Sprawdziliśmy to niedawno w czasie pierwszego powiewu paniki na rynkach, kiedy okazało się, że dla wielkich banków inwestycyjnych nie ma różnicy między Ukrainą i Polską, mimo że wydawało się nam, iż różnica jest zasadnicza (NATO, UE itp.). Straty mogą się okazać nie do odrobienia, a osunięcie się całego regionu do poziomu "niestabilnych terytoriów" dodatkowo go osłabi, jeśli chodzi o realne zakotwiczenie w systemach bezpieczeństwa zbiorowego.
[…]
Z okresu mojej pracy w pionie analitycznym wywiadu cywilnego na początku lat 90. zapamiętałem relację z oblężenia Vukovaru. W odległości ok. kilometra, może pół, od strefy walk, w centrum miasta życie toczyło się normalnie: funkcjonowały sklepy, jeździły samochody, ludzie siedzieli w kawiarniach i bistrach. Słychać było tylko oddalone serie z broni maszynowej, pojedyncze strzały, czasami przerywane głośniejszą eksplozją pocisku moździerzowego. Oswojony koszmar, wojna jako codzienność nieprzerywająca zwykłych zajęć i przyzwyczajeń.
Jeśli jest coś dramatycznego w wojnie gruzińskiej, której rocznica właśnie mija, to nie lekkomyślność polityczna prezydenta tego kraju i nie drapieżność wojsk rosyjskich jak z czasów Suworowa, ale właśnie taki "europejski Vukovar" - wojna tocząca się pod bokiem milionów Europejczyków wypoczywających na plażach, wojna gdzieś poza horyzontem codziennego doświadczenia, ale zmieniająca nieodwracalnie świat, w którym żyjemy.
Ten tekst powstał z okazji pierwszej rocznicy wybuchu wojny w Gruzji. W jej efekcie, Gruzja przestała się liczyć na arenie międzynarodowej jako kandydat do Sojuszu , a dalej - do świata Zachodu. "Zmieniła ligę" na niższą, jej dalsze losy nie zaprzątają już głowy politykom w Europie.
A jeśli to nie jest incydent, tylko początek procesu, to na skraju jakiej rzeczywistości na co dzień żyjemy?
źródło: tygodnik.onet.pl
Komentarz Krucjaty:
Matka Boża już powiedziała ludzkości, że przyczyną wojen są grzechy. To kara za ich popełnianie. Sama ostrzegała niegdyś w Fatimie, że jeśli ludzkość się nie nawróci, po I wojnie światowej wybuchnie druga. A sądząc po stanie duchowym dzisiejszego człowieka, nie potrzeba wyszukanych argumentów by stwierdzić, że chyba faktycznie dojdzie do kolejnej wielkiej wojny. Mniejsza o to kto z kim i o co.