|
|
|
Jeśli chcecie Państwo być na bieżąco informowani o aktualizacjach i zmianach na stronach naszego serwisu prosimy o wpisanie adresu e-mail
|
|
|
NASZ RUCH NIE JEST PARTIĄ POLITYCZNĄ, ANI TEŻ NIE JEST POWIĄZANY Z KTÓRYMKOLWIEK Z ISTNIEJĄCYCH UGRUPOWAŃ POLITYCZNYCH
|
|
|
 |
|
|
 |
 |
Rycerz Lepanto |
|
 |
 |
 |
|
Numer 4, maj 2002
|
 Brudna izba jednego z nielicznych więzień w Meksyku. Na ławie siedzi młody jeszcze mężczyzna p. Betan- zos. Głowa wsparta na dłoniach, twarz zdradza bolesną walkę wewnę- trzną. To walka straszna!
Był zdrowy, szczęśliwy. Założył miłe gniazdko rodzinne. Czuł w sobie siły, energię do pracy, żywił tak słodkie nadzieje...
Nagle... ostatniej nocy do mieszkania wpadają zbiry, wysłannicy tyrańskiego rządu meksykańskiego
i zakuwają go w kajdany jak zbrodniarza.
Krótki sąd policji i... Betanzos skazany na śmierć
za "zbrodnie", że... spełniał praktyki swej wiary katolickiej!
I teraz czeka na spełnienie wyroku.
Tam, w miłym domku została młoda żona i jedyny
8-letni synek. Dziecko ukochane, radosne jak kwiatek wiośniany... już go nie zobaczę!
Piersią ojca targnął bolesny szloch. To wszystko musi opuścić, teraz... gdy radośnie zaczął kosztować szczęścia... Ból wciskał się coraz głębiej w duszę.
Po co Bóg dopuszcza to straszne nieszczęście? Dlaczego pozwala, by garstka katów znęcała się nad tylu milionową ludnością katolicką, by brutalną stopą deptała kwiaty niewinnego szczęścia? Dlaczego on sam ma tracić młode życie? Dlaczego?
Serce tłukło się gwałtownie, w głowie wirowały myśli, czuł, że traci siły i moc wiary...
Na próżno rzucił się na kolana, starał się modlić, w myślach podniosłych znaleźć ukojenie, natura pragnąca życia stawiała opór nieprzezwyciężony.
Twarz Betanzosa oblał zimny pot. O gdyby można było przyjąć Komunię świętą... wtedy nie zabrakłoby siły...
Uścisk i gorący pocałunek matki i chłopczyk, cały rozpromieniony, odchodzi szybko.
Przed więzieniem przechadzają się żołnierze pełniący straż. Do nich zbliża się chłopczyk .
- Czego chcesz tutaj? pyta jeden z nich.
- Chcę pożegnać tatusia.
- Jeszcze co?
- Bardzo proszę pana.
- Obejdziesz się bez tego.
Snadź jednak nie był to zły człowiek, bo wkrótce wpuścił chłopczyka na dziedziniec więzienia.
Tutaj pełno żołnierzy o zbójeckim wyglądzie, bo też większość z nich to same męty społeczeństwa
i opryszki, znajdujący tani chleb u władzy meksy- kańskiej, bo stanowią jej główną podporę. Słychać przekleństwa, ordynarne żarty, rozbestwione śmiechy. Chłopczyk zbliża się do bramy.
- Czego chcesz? pyta strażnik.
- Chcę pożegnać tatusia.
- Ha, ha, takiś czuły.
- Bardzo proszę pana.
- Wynoś się stąd, bo nie można.
Zbliżają się zewsząd zbiry i otaczają chłopczyka, który drży cały ze strachu, by nie odkryli jego skarbu.
- Bardzo proszę pana, tatuś jutro ma umrzeć... już go nie zobaczę.
- Za co ma umrzeć?
- Bo jest katolikiem.
- Dobrze mu tak, precz z kościołem i z Bogiem! wołają zbiry.
- A tyś też katolikiem? - pyta dalej jeden chłopca.
Dziecko podnosi dumnie głowę:
- Jestem katolikiem i zawsze będę!
- Czekaj, my cię oduczymy tej zuchwałości, wołaj zaraz: "precz z kościołem!"
Chłopczyk milczy.
- Powtórz "precz z kościołem", słyszysz?
- Nie powiem nigdy tego!
- Nie powiesz? - brutalna łapa wymierza policzek chłopcu.
- Powtórz "precz z kościołem".
-Niech żyje kościół! woła chłopczyna.
Spadają jeden po drugim policzki, uderzenia ciężkich pięści, barbarzyńskie znęcanie się tych zwierząt dzikich nad niewinnym jagniątkiem.
Od ciężkich uderzeń oczy, usta, nos chłopczyny nabiegają krwią, przyciska coraz mocniej swój skarb do piersi, wreszcie chwieje się i upada szepcząc: "Niech żyje Chrystus-Król!"
- Teraz trzeba go zaprowadzić do ojca, niech się z nim pożegna mówi któryś ze zbirów.
Chwyta ordynarnie dziecko za szyję, wchodzi do gmachu i wrzuca do izby, gdzie był zamknięty
p. Betanzos.
Przerażony ojciec podnosi dziecko, cuci... chłopczyk podnosi oczy, poznaje ojca... Odrywa ręce od piersi i szepce: "ko...mu...unia..." Ojciec rozpina koszulę dziecka, widzi białe zawiniątko... Zrozumiał wszystko!...
Rzuca się na kolana, całuje bohaterskie dziecko. Oczy chłopczyka błyszczą na chwilę blaskiem szczęścia i radości, po czym zamykają się... na zawsze.
A ojciec z niepokalanego ołtarza męczeńskiej piersi swego dziecka wziął Komunię św., by Nią umocnić swą słabnąca duszę.
I nie zabrakło mu siły! Z pogodnym obliczem, z okiem błyszczącym radością i świętą dumą męczeństwa stanął pod murem naprzeciw luf karabinowych. Przed samym rozstrzelaniem zawołał jeszcze donośnie: "Niech żyje Chrystus Król".
A gdy przeszyte kulami ciało zwaliło się na ziemię, dusza podążyła radośnie tam, w ojczyznę niebieską. A przeciw niej wyszła z powitaniem duszyczka bohaterskiego dziecka.
To nie legendy, to fakty z historii XX wieku.
Dzieje pierwszych wieków chrześcijaństwa powtarzają się, sceny katakumbowe wracają...
Chrystus jednak niezwyciężony, prześladowanie łamie tylko słabych, oczyszcza ziarno od plew.
Bądźmy więc gotowi, by w razie potrzeby stanąć po stronie bohaterów!
Fragment pochodzi z książki o. Bernarda od Matki Bożej
pt. "Nasz Boski Król".
|
|
 |
|
|
|
 |
|
|
|
 |
|