PIOTRSKARGA.PL

Jeśli chcecie Państwo być na bieżąco informowani o aktualizacjach i zmianach na stronach naszego serwisu prosimy o wpisanie adresu e-mail

NASZ RUCH NIE JEST PARTIĄ POLITYCZNĄ, ANI TEŻ NIE JEST POWIĄZANY Z KTÓRYMKOLWIEK Z ISTNIEJĄCYCH UGRUPOWAŃ POLITYCZNYCH
Rycerz Lepanto
Numer 7, styczeń - luty 2004


Romuald Traugut
Spośród wszystkich powstań polskich czasów Srozbiorów Powstanie Styczniowe trwało najdłużej. Niestety rozpoczęte w niesprzyjającej sytuacji politycznej i źle przygotowane, stało się bardziej aktem rozpaczy niż, według definicji wojny wyrażonej przez Clausewitza, kontynuowaniem polityki środkami militarnymi.
Niewątpliwie położenie Polaków mieszkających na terenach znajdujących się pod zaborem rosyjskim było trudne i mogło moralnie usprawiedliwić bunt przeciwko tyrańskiemu rządowi, który odmawiał Polakom niektórych podstawowych praw. W zachodnich guberniach Rosji, tj. na ziemiach polskich, które nie weszły w skład Królestwa Polskiego, trwało prześladowanie i spychanie na margines języka polskiego. W samej Kongresówce, wprawdzie w szkołach uczono po polsku, jednak ilość szkół, zwłaszcza średnich, była znikoma. Szkolnictwo wyższe prawie nie istniało. Poza tym ograniczano możliwość samoorganizowania się społeczeństwa, co przeczy zasadzie pomocniczości państwa. Szczególnie bolesny był ucisk, jakiemu poddano Kościół katolicki. Car bardzo dbał o dobór odpowiednich osób na stolice biskupie w poszczególnych diecezjach. Nie do pomyślenia było by biskupem został kandydat gorliwy w pracy duszpasterskiej, no chyba że przez pomyłkę. Car akceptował jedynie ludzi słabych, uległych władzom, najlepiej starych lub schorowanych. Charakterystyczne dla polityki zwłaszcza cara Mikołaja I w tej dziedzinie były długie, nawet kilkunastoletnie, okresy nie obsadzania stolic biskupich.
śmierć Mikołaja I oraz klęska Rosji w wojnie krymskiej poprawiły nieco sytuację Polaków w zaborze rosyjskim. Nowy car Aleksander II postanowił zmodernizować Rosję. Udało się to wykorzystać margrabiemu Aleksandrowi Wielopolskiemu do przeprowadzenia pewnych reform w Kongresówce za cenę wyrzeczenia się dążeń niepodległościowych. Spolszczono administrację Królestwa, przywrócono wyższą uczelnię w Warszawie pod nazwą Szkoły Głównej. Więcej swobody uzyskał Kościół katolicki m. in. obsadzono wszystkie wakujące stolice biskupie. Oczywiście nawet te ograniczone zdobycze Polaków nie wynikały jedynie z łaski cara. Ogromną rolę odgrywał tu nacisk społeczeństwa manifestującego swe słuszne dążenia w licznych nabożeństwach w intencjach patriotycznych oraz manifestacjach, niestety czasami krwawo tłumionych.
Oczywiście moralne prawo do buntu zbrojnego nie zależy jedynie od słuszności racji uciskanej społeczności, ale również musi rysować się "rzeczywista możliwość powodzenia akcji zbrojnej, żeby można było usprawiedliwić ofiary czasu trwania wojny".
Polscy działacze patriotyczni podzielili się na dwa obozy. Członkowie pierwszego z nich, zwani "Czerwonymi", dążyli do zbrojnej konfrontacji z caratem, wzorując się na metodach walki oraz ideach głoszonych przez ruchy rewolucyjne Europy. Drugi obóz - "Bia- łych" był w ideach konserwatywny. Biali nie ustępowali Czerwonym żarliwością patriotyczną, zdawali sobie jednak sprawę z niebezpieczeństw jakie wiążą się z powstaniem zbrojnym przeciw mocarstwu euroazjatyckiemu. Liczyli, że przez wymuszanie na caracie ustępstw i modernizację kraju uda się doczekać chwili, w której sytuacja polityczna umożliwi Polakom wybicie się na niepodległość. Jednak gdy wybuchło powstanie włączyli się w działania zbrojne.
Dążący do szybkiego wybuchu powstania Czerwoni wprawdzie zbudowali bardzo prężne, jak na warunki konspiracyjne, struktury władz, niestety zaniedbali przygotowania militarne. Polska armia regularna nie istniała od upadku powstania listopadowego. Wywodzący się z niej oficerowie byli w sile wieku. Również nie pierwszej młodości byli uczestnicy wojen Wiosny Ludów. Wprawdzie przez krótki czas na zachodzie istniała polska szkoła oficerska we Włoszech, jednak opuściło ją tylko 200 oficerów. Można było liczyć jeszcze na oficerów polskich z armii zaborczych. A potrzeby kadrowe w związku z planowanym objęciem walkami całego kraju były ogromne. W dodatku nie przeszkolono nie tylko szeregowych żołnierzy, co w warunkach konspiracyjnych rzeczywiście byłoby trudne, ale nawet i podoficerów. Nic dziwnego, że często oddziały powstańców zachowywa ły się bojaźliwie i łatwo wycofywały się z pola bitwy. Fatalnie przedstawiało się uzbrojenie powstańców, zwłaszcza w pierwszym dniu walk. Na ok. 8600 powstańców atakujących placówki rosyjskie tylko ok. 10 % dysponowało bronią palną (!), przeważnie starą bronią myśliwską. Kosy, których i tak w niektórych oddziałach nie starczyło dla wszystkich nie mogły rozwiązać problemu. Od bitwy pod Racławicami skuteczność broni palnej i artylerii bardzo się poprawi ła. Praktyka powstańcza wykazała, że tylko kosynierzy podprowadzeni pod linie przeciwnika przez strzelców mogli okazać się skuteczni. Samotny atak kosynierów pod ostrzałem przeciwnika bez możliwości odpowiedzenia mu ogniem groził zdziesiątkowaniem oddziału lub jego rozproszeniem.
Istotnie przy takich słabych siłach rozpoczynanie powstania było szaleństwem. Jeżeli Czerwoni liczyli na wsparcie rewolucjonistów z innych krajów, a zwłaszcza Rosjan, musieli się rozczarować. Do oddziałów powstańczych zgłosiło się niewielu obcokrajowców. Również oczekiwania na wsparcie ze strony mocarstw zachodnich okazało się mrzonką. Dyplomacja tych państw potrafiła jedynie słać do cara noty dyplomatyczne.
Na domiar złego, źle obmyślono sposób kierowania walkami na szczeblu centralnym. Rząd Narodowy z tym sobie nie radził. Powołani kolejno na dyktatorów Mierosławski i Langiewicz jednocześnie chcieli dowodzić oddziałem w lesie oraz kierować całym powstaniem. Szybko okazało się, że jest to niemożliwe. Obaj musieli opuścić tereny zaboru rosyjskiego. le dowodzone powstanie zaczęło przygasać.
W tej chwili na scenie pojawił się mocny człowiek, który postanowił wziąć na swoje barki ciężar podtrzymania walk, przynajmniej do wiosny, w rozpaczliwej nadziei na interwencję mocarstw zachodnich. Człowiekiem tym był Romuald Traugutt, były podpułkownik armii rosyjskiej. Co jest charakterystyczne nie należał on wcześniej do zwolenników rozpoczęcia powstania. Dopiero po wybuchu walk, poproszony przez ludzi zaangażowanych w tworzenie oddziałów powstańczych, objął dowództwo nad partią kobryńską. Dowodził nią ze zmiennym powodzeniem przez blisko dwa miesiące. Zasłynął jako odpowiedzialny i fachowy dowódca. W sierpniu 1863 r. stawił się w Warszawie. Mianowany generałem został wysłany z misją na zachód Europy. Wobec ostrożnej postawy mocarstw misja nie powiodła się, pozwoliła jednak Trauguttowi poznać międzynarodową sytuację polityczną. Po powrocie zdecydował się objąć władzę dyktatorską nad powstaniem. Dotychczasowi członkowie Rządu Narodowego na jego żądanie ustąpili (17 IX.1863 r.). Natychmiast przystąpił do reorganizacji sił zbrojnych i administracji powstańczej. Dzięki temu chylące się ku upadkowi powstanie nabrało nowych sił. Jako dyktator musiał znaleźć energię i czas na kierowanie nie tylko dyplomacją i walkami, ale również życiem społeczeństwa. Jednym z pierwszych problemów jakie musiał rozwiązać na początku swego przywództwa była sprawa żałoby narodowej, czyli noszenia czarnych strojów przez Polaków. Namiestnik Berg wydał zakaz noszenia żałoby poparty grzywnami. W dodatku kobietom, które nie podporządkują się nakazowi, grożono odtransportowaniem do koszar i oddaniem wojsku rosyjskiemu na

Obraz pt. "Przysięga powstańca" według Artura Grotgera
zgwałcenie. Traugutt przerażony barbarzyństwem wroga wezwał kobiety do założenia kolorowych strojów. W odróżnieniu od poprzednich dyktatorów sprawujących swoje funkcje z lasu Romuald Traugutt skutecznie zarządzał powstaniem z konspiracyjnego mieszkania w Warszawie przy ul. Smolnej 3. Głęboko religijny, codziennie rano modlił się przez godzinę polecając Bogu sprawę, o którą walczył. Niestety w nocy z 10/11 kwietnia 1864 r. został aresztowany. Po śledztwie, które przeszedł z godnością nikogo nie obciążając w zeznaniach, został powieszony wraz z czteroma towarzyszami na stokach Warszawskiej Cytadeli. Gdy zabrakło wodza powstanie zaczęło wygasać.
Poświęcenie powstańców prowadzących działania wojenne w beznadziejnych warunkach przez kilkanaście miesięcy oraz ofiarność społeczeństwa polskiego wspierającego działalność Rządu Narodowego i partii powstańczych budzi podziw i szacunek. Niestety postępowanie ludzi, którzy rozpoczęli walki w niesprzyjających warunkach politycznych, bez odpowiedniego przygotowania militarnego, wymaga oceny negatywnej. W imię marzeń poświęcili życie 20 000 poległych i pomordowanych, cierpienia prawie 40 000 zesłanych na katorgę, 16 miasteczek i 86 wsi spalonych, zamknięcie wielu klasztorów. Wielkim nieszczęściem były również konfiskaty majątków zarówno na terenie Królestwa Polskiego jak i na Kresach wschodnich. Powstańcy marzyli o Polsce w granicach z 1772 r., a w wyniku swoich działań osłabili szansę powrotu Polski na tereny wschodnie, pozbawione najbardziej patriotycznych mieszkańców. Odrzucając zdobycze polityki Wielopolskiego spowodowali pogor- szenie warunków rozwoju społeczeństwa polskiego na terenach zaboru rosyjskiego utwierdzając carat w przekonaniu, że jedyną polityką jaką można zastosować wobec Polaków jest wzmożona rusyfikacja.

poloniachristiana
Lepanto


Ukazał się 29. jubileuszowy numer "Rycerza Lepanto"
Czytelnicy znajdą w nim m. in. artykuły:
  • Szkoła Rycerska przy Instytucie im. Ks. Piotra Skargi
  • Z życia sekcji
  • Śp. Rafał Serafin - tak go zapamiętałem
  • Siedzący Byk katolikiem
  • Pistolety maszynowe Mors i MKPS

Numer 60,
wrzesień/październik 2011 r.
a w nim m.in.:
  • Pomóżmy Ojczyźnie!
  • Kościelny mecenat uniwersytetów
  • Dramat samobójcy
  • Triumf Kościoła po wielkim kryzysie
  • Jan Kapistran